makiWydarzenia, które miały miejsce w naszym życiu i w naszych rodzinach w ciągu ostatnich kilkunastu lat sprawiły, że pogubiliśmy się gdzieś po drodze. Tempo życia i obowiązki, które czasami nas przerastały sprawiły, że skupiliśmy się na naszych rodzinach, a nie na naszym własnym małżeństwie i na sobie. Mieliśmy poczucie, że wciąż żyjemy problemami innych ludzi. Wszystko to spowodowało, że w pewnym sensie oddaliliśmy się od siebie. 

 

Dzięki łasce Boga zupełnie nieoczekiwanie otrzymaliśmy zaproszenie do wzięcia udziału w kursie małżeńskim prowadzonym przez Stowarzyszenie Najświętszej Rodziny w Krakowie. Gdyby nam ktoś wcześniej powiedział, że będziemy brać udział w takim spotkaniu to pewnie „popukalibyśmy się po głowie”. A jednak poszliśmy za głosem serca i dziękujemy Bogu, że tak pięknie nas dotyka i każdego dnia odmienia nasze życie.

Co tygodniowe spotkania na kursie małżeńskim oraz msze o uzdrowienie w których w tym samym czasie czynnie uczestniczyliśmy krok po kroku otwierały nasze oczy. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że tak naprawdę żyliśmy przez ostatnie kilkanaście lat obok siebie. Skupialiśmy się na innych, a zupełnie zapomnieliśmy o tym, że my też mamy własne potrzeby, problemy i że tak bardzo potrzebujemy się nawzajem.

Czas kursu małżeńskiego był dla nas okresem, w których odkrywaliśmy siebie na nowo. Był to czas w którym wreszcie otworzyliśmy przed sobą swoje odczucia i zranienia, czas w którym poczuliśmy się jak dawniej…. Przede wszystkim przebaczyliśmy innym i sobie nawzajem co uwolniło nas od ran z przeszłości. Nawet nie przypuszczaliśmy, że w pogoni za życiem i codziennymi obowiązkami znajdziemy czas by oderwać się na chwilę od tego wszystkiego co nas otaczało. Okazało się, że jednak się da!:) Uderzające było to, że początkowo nawet nie umieliśmy ze sobą rozmawiać… a kiedyś śmialiśmy się razem ze wszystkiego i byliśmy sobie tak bliscy.

Prawdę mówiąc wciągu tych kilku miesięcy kiedy organizowane były spotkania było wyjątkowo trudno.  Mimo starań z obu stron dochodziło między nami do kłótni, czuliśmy się poddenerwowani… czasem przyjeżdżaliśmy na spotkanie skłóceni, nadąsani i dopiero tam rozwiązywaliśmy nasze problemy. Czuliśmy, że musimy ukończyć ten kurs, że toczymy jakąś wewnętrzną walkę. 

Po ukończeniu kursu powiedzieliśmy dosłownie, że wygraliśmy! Mieliśmy takie poczucie.

Z pewnością wiele jeszcze pracy przed nami ale z łaską Boga wiemy, że pokonamy wszystkie trudności.

Z całego serca polecamy zaufać Bogu i otworzyć się na jego działanie. Atmosfera, która panuje na spotkaniach organizowanych przez Stowarzyszenie Sióstr Nazaretanek jest cudowna, wspaniali prowadzący, goście i odczuwalna Boża obecność. Zróbmy więc ten pierwszy krok i zaufajmy Panu. 

Niech Bóg błogosławi całe Stowarzyszenie i przemienia nasze serca.

Szczęśliwi małżonkowie