Jesteśmy małżeństwem z 10-letnim stażem i myślę, że nie bez powodu akurat w tym momencie naszego życia małżeńskiego, Pan Bóg nas do Was przyprowadził - za przyczyną znajomych, zrobił nam wspaniały prezent na okrągłą rocznicę ślubu.

 

Chcę się z Wami podzielić tym, co ten kurs nam dał, co dał mi jako żonie swojego męża.


Piotr i ja jesteśmy bardzo różni, nawet powiedziałabym – skrajnie różni. Różnice widać już na pierwszy rzut oka - ja metr pięćdziesiąt w kapeluszu, On - prawie dwa metry. Ale nie o wygląd oczywiście chodzi tylko o charaktery. Różnice, które nas kiedyś do siebie przyciągnęły, z czasem stały się powodem nieporozumień i konfliktów. Ostatnio często nadawaliśmy na różnych falach i częstotliwościach. Było coraz trudniej i wtedy pojawiła się przed nami perspektywa udziału w tym kursie. Bardzo jestem wdzięczna Piotrowi, że zechciał w nim razem ze mną uczestniczyć. To tutaj przez kilka tygodni, dzięki Wam, mieliśmy okazję się dostrajać i szukać takiej częstotliwości na której komunikacja i porozumienie między nami będzie możliwe.


To na tym kursie uświadomiłam sobie jak wspaniałego mam męża i jak często Go nie doceniam. Kiedy się poznaliśmy 22 lata temu, przez myśl mi nie przyszło, że będziemy małżeństwem. Co prawda, nikt tak jak Piotr mnie wcześniej nie uwodził: były kwiaty na każdym spotkaniu - za każdym razem inne, ale zawsze z wytłumaczeniem dlaczego właśnie takie, romantyczne miejsca spotkań, w tle zawsze jakaś niespodzianka - zaskakiwał mnie ilością pomysłów, rozpieszczał, nawet ryzykował zakładając służbowy mundur policjanta, by mnie prosto po późno zakończonej pracy eskortować bezpiecznie do domu. Teraz po kursie powiedziałabym, że mimo tylu starań, nie napełniał pustej szklanki, tylko trafiał obok. Dlatego wtedy nasze drogi się rozeszły.


Spotkaliśmy się ponownie dobre kilka lat później, wpadając przypadkiem na siebie w tramwaju. Poszliśmy na kawę - każde z nas miało za sobą związek z inną osobą. Mieliśmy o czym rozmawiać, wspominaliśmy też wspólne minione chwile, cieszyliśmy się swoim towarzystwem - takie koleżeńskie spotkanie, bez żadnych zobowiązań.(...)

Przez kolejne 5 lat dojrzewaliśmy do tego, by przed Bogiem ślubować sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. W tym czasie, Piotr nie ustawał w okazywaniu swoich uczuć, budząc nawet podziw moich koleżanek z pracy. Pewnego razu np. gdy byłam bardzo zapracowana, dostarczył za pośrednictwem jakiejś pani dwudaniowy obiad, a obok talerzy z gorącą strawą bukiecik kwiatów a na deser książkę pt. "Jak wytrzymać ze współczesnym mężczyzną".

Rozpisałam się bardzo na temat tego jak było między nami przed ślubem, bo ten kurs te wspomnienia u mnie przywołał. Gdy rozpoczęła się wiosna naszego małżeństwa, staraliśmy się ten związek pielęgnować, aczkolwiek różnie bywało. Mąż wpadł na pomysł, byśmy kończąc dzień nawzajem się przepraszali za to co nas poróżniło i to On pierwszy wypowiadał słowa przeprosin. Teraz kiedy trwa lato naszego związku i towarzyszy nam długo oczekiwany, sześcioletni syn, podłoża do poróżnień nie brakuje. W codziennym natłoku różnych codziennych spraw, zaniedbaliśmy nasz związek, nasz wspólny czas tylko dla siebie. Tym bardziej cieszę się, że mogliśmy wziąć udział w tym kursie, bo tu przypomnieliśmy i uświadomiliśmy sobie, że nasze relacje nie będą lepsze jeżeli my sami nie będziemy o nie dbać i nad nimi pracować.
To tu, jeszcze raz powtórzę, odkryłam na nowo, jak wspaniały jest Piotr i jaką jest dla mnie opoką. Zawsze mogę na niego liczyć (i nie tylko ja). Potrafił zrezygnować z pracy, by zająć się naszym dzieckiem. Cały czas doświadczam Jego pomocy i dobroci - to On jedzie z dzieckiem na wizytę do lekarza, to On wstaje w nocy by przykryć kołderką czy podać syrop, to On w środku nocy mknie na Dworzec, by kupić nam miejsca w kuszetkach gdy jedziemy nad morze. To on w każdy weekend przynosi mi kawę do łóżka, robi specjalną herbatę gdy jestem chora, czy tak jak dziś w środku nocy jedzie ze mną do lekarza. To on wkłada mi do torebki karteczki z miłym słowem lub przeprosinami, a czasami smakołyki, które odkrywam, gdy już jestem w pracy. Mogłabym tak długo jeszcze wymieniać.

Dzięki Wam, nauczyłam się, ba, wciąż się uczę by widzieć w mężu nie to co mnie drażni czy irytuje, ale to co w nim dobre i piękne. I za to chwała Panu i Wam prowadzącym to piękne dzieło. W imieniu swoim i męża dziękuję za modlitwę, którą byliśmy podczas kursu objęci oraz za przemiłą atmosferę i nieocenioną "służbę" zawsze uśmiechniętych sióstr Nazaretanek.

Małgorzata